Article 1

Kontrowersje wokół rekrutacji - patokierunki nie znikną, MNiSW nie dotrzymał obietnic.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego dopuściło możliwość uruchomienia rekrutacji na kierunkach lekarskich, które – według Polskiej Komisji Akredytacyjnej – nie spełniają wymogów jakości kształcenia. Decyzja, którą ostatecznie podejmie minister zdrowia, spotkała się z ostrą krytyką środowiska lekarskiego, które ostrzega, że może to zagrozić bezpieczeństwu pacjentów.

Jak podaje „Gazeta Prawna”, obecny rząd wcześniej zarzucał swoim poprzednikom tolerowanie spadku standardów nauczania na medycynie, a teraz sam akceptuje rekrutację na tzw. patokierunkach. Naczelna Izba Lekarska w swoim stanowisku zaznacza, że uchybienia na niektórych uczelniach mają „charakter rażący” i obejmują m.in. braki kadrowe, zatrudnianie nauczycieli bez wymaganych kwalifikacji oraz organizowanie zajęć w rozproszonych lokalizacjach.

– To są przecież studia, po których absolwenci będą leczyć ludzi, a nie fantomy. Kto ma ich tego nauczyć, skoro w takiej szkole nie ma do tego odpowiedniej kadry? – komentuje Jakub Kosikowski, rzecznik prasowy NIL.

Według przedstawicieli środowiska medycznego zwiększanie liczby miejsc na medycynie kosztem jakości nauczania jest działaniem krótkowzrocznym. Jak wskazuje Kosikowski, jeśli rzeczywiście brakuje miejsc dla polskich kandydatów, można je wygospodarować, ograniczając przyjęcia studentów z zagranicy, którzy obecnie zajmują znaczną część miejsc na polskich uczelniach medycznych. Krytycy podważają również argument, że wiedza absolwentów jest weryfikowana przez Lekarski Egzamin Końcowy, ponieważ – zdaniem NIL – obecna forma testu nie sprawdza realnych kompetencji, a pytania są powszechnie znane.

Decyzja o utrzymaniu naboru na kierunkach lekarskich o zaniżonych standardach stawia pod znakiem zapytania priorytety rządu w obszarze kształcenia medycznego. Lekarze apelują, aby zwiększanie liczby absolwentów medycyny nie odbywało się kosztem jakości kształcenia, bo to bezpośrednio przełoży się na bezpieczeństwo pacjentów. Jak podaje „Gazeta Prawna”, teraz kluczowe słowo należy do ministra zdrowia.